Po serii wypadków utonięć na wybrzeżu i zwyczajowym szukaniu winnych wśród ratowników wodnych zamieszczamy (za zgodą właścicielki) jej uwagę do dyskusji jaka toczy się w mediach społecznościowych.
Ja nie jestem ratownikiem. Ale jestem rodzicem. Pływam. Nurkuję. Uważam że w miarę radzę sobie w wodzie. Bywam na Mazurach, w górach gdzie też są akweny. Mam wielu znajomych ratowników. Obserwuję sytuacje i czytam artykuły z poziomu rodzica i opiekuna. Jestem przerażona. I już wyjaśniam czym.
- Przerażona zwykłą głupotą ludzką.
- Przerażona brakiem szacunku dla życia swojego i swoich dzieci.
- Przerażona butą i przekonaniem w własną nieśmiertelność.
- Przerażona brakiem szacunku dla ratownika jako osoby która nas chroni.
- Przerażona brakiem szacunku dla policjanta, strażaka...
- Przerażona biedą sprzętową ratowników.
I dumna że są tacy wspaniali ludzie którzy chronią nas nad wodą i nasze dzieci.
Jako rodzic jadąc z dziećmi nad wodę (a jedno i drugie pływa i ma uprawnienia nurkowe) zawsze stoję lub siedzę i non-stop patrzę na własne dzieci. Bo TO JEST MÓJ OBOWIĄZEK JE PILNOWAĆ. Nie ratownika. On jest na końcu. Pilnować niezależnie czy są w wodzie czy na kajaku. Zawsze tak robię. Bo TO SĄ MOJE DZIECI i JA ZA NIE ODPOWIADAM. JA PIERWSZA JESTEM TYM OGNIWEM KTÓRE MA ZAREAGOWAĆ. Taką wyznaję zasadę. I nauczyłam dzieci jednego. Wody nie trzeba się bać ale trzeba szanować jej potęgę.
Cóż dodać – Dziękujemy Pani Agnieszko.